Garnitury w prążki

  • 83-7298-591-X
  • Autor: Bleasdale, Faith
  • Dostępność: Jest
  • 32,90 zł

Były sobie trzy ślicznotki, które nosiły eleganckie garnitury i zajmowały się biznesem; jedna z nich nie miała osobowości, drugiej brakowało uczuć, trzecia zaś była uzależniona od kokainy i seksu. I pewnie ich drogi nigdy by się nie zeszły, gdyby nie "czarny czwartek", kiedy to wszystkie trzy zostały niesłusznie zwolnione z pracy. Dziewczęta zmuszone są połączyć swe siły, by… wywrzeć zemstę.
Kiedy dość niechętne sobie bohaterki muszą stanąć twartzą w twarz ze swoją przeszłością, zaczyna do nich docierać, że - jakkolwiek niemożliwe mogłoby się to wydawać - tak naprawdę czują do siebie wzajemnie coraz więcej sympatii. Żaden odziany w prążkowany garnitur złoczyńca nie może być bezpieczny w obliczu trzech aniołów zemsty…

"Ta opowieść o zwolnionych z pracy "sekretareczkach" z City jest najlepszą inwestycją, jakiej możecie dokonać w bieżącym roku".
Chris Manby

Rok wydania: 2004
Stron: 528
Oprawa: broszura
Format: 125/183
Pakowanie: 12
Tłumacz: Monika Wiśniewska

Fragment tekstu:

Bardzo dziękuję mojej wspaniałej rodzinie, która ponownie zapewniła mi wsparcie. Bardzo was kocham.

Dziękuję moim przyjaciołom. Wiecie, o kogo mi chodzi. Jesteście najlepsi.

Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali moją pierwszą książkę, zwłaszcza tym, którzy przesłali mi e-mailem cudowne komentarze. Z niecierpliwością czekam na wasze opinie na temat Garniturów w prążki. Mój adres: faith@faithbleasdale.com. Zachęcam także do odwiedzenia mojej strony internetowej:
www.faithbleasdale.com

Dziękuję dawnym kolegom z pracy. Dziękuję wam za to, że w niczym nie przypominacie bohaterów tej książki.

Dziękuję Shelley, Sarze i Carolyn za ich ciężką pracę.

Wreszcie dziękuję Jonathanowi. Za wszystko. Jesteś moim najlepszym kumplem.

Wznieśmy toast za wszystkie dobre charaktery. Do diabła z czarnymi.

 

 

 


PROLOG


W dziewiętnastym wieku trzej wspólnicy założyli bank inwestycyjny Seymour Forbes Hunt. Z niewielkiego domu inwestycyjnego przekształcił się on w jednego z głównych rozgrywających nie tylko w Europie, lecz także na świecie. Obecnie prawa własności banku znajdują się w posiadaniu dwudziestu jeden dyrektorów zarządzających. Odnosząca sukcesy formuła partnerstwa sprawia, że jest to spółka atrakcyjna dla potencjalnych pracowników, co odzwierciedlają wysokie kwalifikacje zatrudnionego w niej personelu. Główna siedziba banku mieści się w samym sercu londyńskiego centrum finansowego, w jednym z najstarszych i najbardziej prestiżowych budynków. Jest to bank, który ma imponującą historię i równie imponującą przyszłość.
Fragment oficjalnej broszury reklamowej SFH

Seymour Forbes Hunt jest najstarszym brytyjskim bankiem inwestycyjnym i jednocześnie brytyjską instytucją. Poprzez obecną rekrutację zapraszamy do partycypowania w naszym sukcesie. Jako nie tylko najstarszy, lecz także odnoszący największe sukcesy bank inwestycyjny w Zjednoczonym Królestwie, stałą współpracę proponujemy jedynie najlepszym kandydatom. Jeśli ktoś pragnie do nas dołączyć, musi nam zaprezentować swoje zaangażowanie w świat inwestycji, wymagane przez nas oddanie i inteligencję. Z naszej strony oferujemy karierę zawodową plus wynagrodzenie, które stanowi doskonałe odzwierciedlenie naszego statusu. W zamian za wymaganą przez nas doskonałość oferujemy niezwykle korzystną umowę i niezrównane możliwości.
Prezentacja SFH grupie studentów
kończących w 2000 roku studia licencjackie

Ponownie okazuje się, że w świecie inwestycji jesteśmy siłą, z którą należy się liczyć. Nasze tegoroczne wyniki nie tylko przewyższają ubiegłoroczne, ale także pokazują, że znajdujemy się na właściwej ścieżce, jeżeli chodzi o naszą politykę i sposób zarządzania. Jesteśmy jednym z atutów tego kraju i naszym wspólnikom oraz klientom zapewniamy niebywałe korzyści. My wszyscy, którzy znajdujemy się teraz na tej sali, możemy sobie pogratulować doskonałego sfinalizowania kolejnego roku. Udowadniamy, że potrafimy nie tylko zarabiać pieniądze, ale też że jesteśmy w tym najlepsi, po co przecież, tak na marginesie, wszyscy tutaj jesteśmy.
Przemowa Petera Seymoura, prezesa SFH,
na zakończenie dorocznego zebrania dyrektorów zarządzających

Gdy obserwujemy stały wzrost notowań Seymour Forbes Hunt, zadajemy sobie pytanie, dlaczego ten właśnie brytyjski bank inwestycyjny odnosi takie sukcesy. Cieszy się on nieposzlakowaną opinią i prezentuje wyniki, które niełatwo jest naśladować. Głównej sile w tym kraju, jeśli nie na świecie, ponownie musimy pogratulować formuły partnerstwa, która czyni ten bank brytyjską instytucją.
Gerald Barr z "Financial Times",
wyjaśniający powody sukcesu SFH

Wejście na giełdę jest zawsze pokusą dla odnoszącej sukcesy spółki. Jednakże ta pokusa jest wciąż zwalczana przez mający wysokie notowania bank inwestycyjny Seymour Forbes Hunt. Jego prezes, Peter Seymour, wydał następujące oświadczenie: "Po cóż zmieniać coś, co tak doskonale się sprawdza? Nasza formuła partnerstwa jest oparta na wartościach i ciężkiej pracy, ale także potrafimy zapewnić pracownikom motywację, którą mogliby otrzymać w niewielu innych instytucjach. Zarząd wie, w jaki sposób prowadzić interesy, a jako że jego członkowie są jednocześnie udziałowcami, w ich interesie leży zapewnienie tego, by zarówno klienci, jak i pracownicy otrzymywali doskonałość zarazem jako cel, jak i nagrodę". Z tego też powodu SFH wkracza w rok 2001 z zamiarem uniknięcia przekształcenia się w spółkę publiczną i kontynuowania sprawdzonej formuły partnerstwa.
Gerald Barr z "Financial Times" na temat spekulacji
związanych z poddaniem się przez SFH presji wejścia na giełdę


Rozmowa wstępna podczas programu dla absolwentów w SFH:

Przedstawiciel banku: "Co dla pana oznacza City?"
Kandydat: "Garnitury w prążki i porsche".

 

 

 

 

 

 

 

 


część pierwsza
GARNITURY W PRĄŻKI I PORSCHE

 

 

 

 

Rozdział pierwszy


- Trudno jest zatem przetrwać w takim męskim świecie? - zapytał Jim, szeroko się przy tym uśmiechając.
- Nie - odparła Ella Franke przez zaciśnięte zęby. Popatrzyła na stojącego przed nią wysokiego, ciemnowłosego mężczyznę i zastanowiła się, dlaczego uporczywie odprawia tę pokutę.
- Ale czy zarabiane przez ciebie pieniądze nie wpędzają cię w poczucie winy? Popatrz tylko na tę całą biedę w Londynie, podczas gdy ty zarabiasz fortunę. Jakoś nie wydaje się to właściwe - zripostował Jim.
Tempo bicia serca Elli stawało się coraz szybsze.
- Nie wpędzają cię w poczucie winy tortury, przez które każesz mi przechodzić za czterdzieści funciaków za godzinę? Przekaż je głodującym milionom. - Gwałtownie wciągnęła powietrze, walcząc o oddech. Nie powinna była wypowiadać tak długiego zdania, zwłaszcza wtedy, gdy znajdowała się w stanie bliskim omdlenia.
Jim najwyraźniej zignorował jej ostatnie stwierdzenie.
- Czy jesteś szczęśliwa? Naprawdę szczęśliwa? To znaczy założę się, że masz wspaniałe życie: ładne mieszkanie, masę ciuchów, szybki samochód i oczywiście osobistego trenera, wszystkie te symbole statusu, które potrzebne są kobiecie takiej jak ty. Ale czy to wszystko czyni cię szczęśliwą?
Ella wzięła głęboki oddech. Kiedy ćwiczyła na bieżni, najbardziej bała się, że straci równowagę. Kolejny głęboki oddech. Zlustrowała wzrokiem Jima - wielkiego, zwalistego i wyraźnie zadowolonego z siebie mężczyznę. Najgorszy z możliwych typ faceta. Uważał, że rola trenera pozwala mu na to, by w stosunku do jej życia zachowywać się jak Bóg. Wiedziała, że inni klienci pozwalają mu na to, ona jednak nie miała zamiaru być taka jak reszta. Stąd też wrogość pojawiająca się przy ich każdym spotkaniu. Wreszcie Ella poczuła, że jest w stanie ponownie się odezwać.
- Do ciężkiej cholery, czy mógłbyś się w końcu zamknąć? Jestem na bieżni, nie na kozetce i oczekuję z twojej strony treningu, a nie wypytywania, doradzania i wnerwiania. Jeśli czujesz się w obowiązku prowadzenia rozmowy towarzyskiej, proszę, ogranicz ją do "Biegnij szybciej" albo "Świetnie ci idzie". - Było jej przeraźliwie gorąco. Czuła, że pot spływa jej po twarzy, przez co swędziała ją skóra. Była wyczerpana.
Jim zaśmiał się.
- Rozśmieszasz mnie, dziewczyno. Jesteś po prostu taka zabawna. Przyspieszmy. - I zanim Ella miała szansę cokolwiek odpowiedzieć, jeszcze bardziej zwiększył tempo przesuwania się bieżni i z zadowoleniem obserwował, jak przez ostatnie półtorej minuty jego klientka dyszy i sapie.
Jim uważnie przyglądał się Elli. Była wysoka, czarnoskóra i bardzo szczupła. Miała długie nogi (które często podziwiał podczas obserwacji jej biegu), płaski brzuch i niewielkie piersi. Jim pomyślał, że piersi to jedyna część jej ciała, która ją zawiodła. Gęste, czarne, sięgające ramion włosy miała obcięte na pazia. Piękne włosy. Nawet mu się podobała, był przecież w końcu facetem, a większość facetów uważałaby tak samo, jednak jej zachowanie to była osobna kwestia. Ella zawsze utrzymywała dystans i była zamknięta w sobie. Potrafiła być prawdziwą suką. Większość dziewcząt padała mu do stóp i Jima wkurzało, że ta jedna akurat nie. Dlatego też w każdy poniedziałek tak bardzo lubił ją denerwować.
- Wody - wyszeptała Ella, kiedy bieżnia wreszcie się zatrzymała. Czuła się tak, jakby biegła przez kilka godzin, a nie zaledwie dziesięć minut. Ponownie zastanowiła się, czemu w ogóle decyduje się na coś takiego. Hałaśliwie piła wodę, czyniąc jednocześnie w myślach postanowienie, by nie być dla Jima znowu nieuprzejmą.
- Teraz brzuszki. Twój w tym tygodniu chyba trochę się zaokrąglił.
Kiedy Ella popatrzyła na swój płaski brzuch i położyła się w odpowiedniej pozycji, uświadomiła sobie, że szczerze nienawidzi Jima.
Ćwiczyła pod jego okiem raz w tygodniu już od prawie trzech lat - czterdzieści funtów za godzinę prawdziwego piekła. Jim był nieuprzejmy, arogancki i traktował Ellę z lekceważeniem. Ona nienawidziła go i godziła się na jego towarzystwo wyłącznie dlatego, że dzięki niemu nie odstawała od reszty. Pragnęła mu powiedzieć, gdzie może sobie wsadzić to swoje "pozytywne nastawienie psychiczne", jednak nie potrafiła i sama nie wiedziała dlaczego.
Kiedy Ella zaczęła pracować w SFH, do wyrobienia sobie karty członkowskiej w ekskluzywnej siłowni namówiła ją pewna kobieta z działu Human Resources, która najwyraźniej wzięła ją pod swoje skrzydła. To właśnie ona poleciła jej Jima. Kiedy Ella podjęła pracę, tak bardzo przejmowała się tym, by nie odstawać od reszty, że akceptowała każdą sugestię i w niedługim czasie przekształciła się w stereotypowego pracownika City. Była bardziej stereotypowa niż ktokolwiek jej znany: miała osobistego trenera, zakupy robiła u Gucciego, była właścicielką mieszkania w Docklands i sportowego samochodu, a słowo "City" miała niemal wytatuowane na czole. Ella czuła, że wszystkie te oznaki statusu są niezbędne, aby jakoś przetrwać w pracy, którą kochała, wyglądało więc na to, że Jim zachowa swoją posadę bez względu na to, czy jego klientka nienawidzi go, czy też nie. Och, wszystko to robię, by utrzymać moją pracę, pomyślała Ella, gdy Jim skończył liczenie do czterdziestu, po czym oświadczył jej, że piekło ćwiczeń nareszcie się skończyło.
Ignorując jego uśmiech, wysyczała słowa pożegnania i pomaszerowała do przebieralni.
Były tam dziewczęta te same co zwykle, które w większość poranków przed pracą oddawały się dbaniu o swoje ciała. Ella zdawkowo skinęła głową i wyjęła ze swojej szafki ręcznik. Kiedy odklejała od ciała przesiąknięte potem spodenki i T-shirt, próbowała wytłumaczyć sobie, dlaczego się tutaj znajduje. Piąta trzydzieści rano, godzina ćwiczeń, a następnie przed siódmą stawienie się w pracy. To było szaleństwo, ona sama była szalona. Ani jej się to specjalnie nie podobało, ani, co ważniejsze, nie było jej potrzebne. Spoglądając na swoje ciało w drodze pod prysznic, Ella wiedziała, że nie ma tam ani grama tłuszczu. Nie tak jak w przypadku większości przychodzących na siłownię dziewcząt, których talię otaczały zapasowe opony jak u człowieczka z logo Michelin Mana. Nie, to było firmowe podlizywanie się i Ella nieszczególnie była z siebie przez to zadowolona.
Podczas gdy letnia woda obmywała jej ciało, ona starała się nie myśleć zbyt wiele o Jimie. Zamiast tego skoncentrowała się na czekającym ją dniu. Poczuła dreszcz podekscytowania, gdy pomyślała o transakcjach dokonanych w ubiegłym tygodniu. Rynek był niestabilny i wielu ludzi potraciło pieniądze, źle przewidziawszy ruchy giełdowe. Jednak nie Ella: każdy uczyniony przez nią krok był celny i wyszła z tego wszystkiego na plusie. Już się nie mogła doczekać dzisiejszego dnia pracy, mając nadzieję, że ogarnie ją takie samo podekscytowanie i że nie opuścił jej trudny do wyjaśnienia instynkt, który zdawała się posiadać. Gdybyś tylko mógł mnie teraz zobaczyć, Sammy, pomyślała Ella i na chwilę ponownie ogarnął ją smutek.
Skończyła myć włosy i modliła się, by wszystkie jej zmartwienia zniknęły w otworze odpływu razem z brudnym szamponem. Wiedziała jednak, że do tego trzeba czegoś więcej niż samych modlitw.
Kiedy wróciła do szafki, dziewczęta były w trakcie plotkowania. Ponownie uśmiechnęły się do niej, nie bardzo wiedząc, czy w ogóle powinny. Ella w odpowiedzi także się uśmiechnęła, jednak nie odezwała się ani słowem. Nigdy nie dawała się wciągnąć w ich pogaduszki, a one nie próbowały już jej nawet do tego zachęcać. Wysuszyła włosy, wyjęła z pokrowca garnitur w prążki od Armaniego, delikatnie się umalowała i podczas gdy inne dziewczęta wciąż się ubierały, Ella pożegnała się i wyszła. Opuściwszy siłownię, udała się pieszo do biura, zatrzymując się jedynie w Coffee Republic, by kupić swój codzienny kubek espresso. Podekscytowanie wróciło, gdy przechodziła przez główne wejście Seymour Forbes Hunt. Ella na dobre wyrzuciła ze swych myśli wszystko poza zarabianiem pieniędzy.

Virginia Bateman wyskoczyła z łóżka od razu, gdy tylko zadzwonił budzik. Ściągnęła piżamę i pokonała niewielką odległość, która dzieliła ją od maleńkiej łazienki, zatrzymując się po drodze, by włączyć elektryczny czajnik. Stała pod prysznicem dokładnie przez pięć minut. Kiedy wyszła spod niego, drżąc z zimna, ściągnęła z drążka ręcznik i wytarła się. Z wieszaka na drzwiach zdjęła szlafrok i otuliła się nim. Owinęła włosy drugim ręcznikiem, po czym wróciła do części mieszkalnej i zrobiła sobie kubek herbaty. Następnie włączyła telewizor i zasiadła w małym fotelu, popijając herbatę i skupiając się na wiadomościach. Kiedy skończyła herbatę, podeszła do zlewu, umyła kubek i postawiła go na suszarce. Jej strój na dzisiaj - szare spodnium w prążki i wyprasowana biała koszula - czekał na nią na drzwiach szafy. Ubrała się, wciąż kątem oka wpatrując się w ekran telewizora, zwracając baczną uwagę na wszystko, co mówiono na temat giełdy. Odwróciła się, by wysuszyć krótkie włosy, uczesała je gładko i delikatnie się umalowała: podkład, tusz do rzęs i bezbarwny błyszczyk.
- Wyglądam na profesjonalistkę - rzekła do swego odbicia w lustrze, gdy już była gotowa.
Virginia zawsze wyglądała profesjonalnie, co napawało ją dumą. Była dość wysoka, miała prawie metr siedemdziesiąt i nosiła rozmiar trzydzieści osiem. Miała mysiego koloru włosy, szare oczy i niczym się nie wyróżniającą twarz. Mimo że Virginia pozbawiona była uroku, nie można jej było nazwać nieatrakcyjną. Jedyną jej nieatrakcyjną cechą była nieustannie nachmurzona mina: mina, która tak dalece stała się częścią jej twarzy, że teraz stanowiła część jej samej.
Podniosła ręczniki i szlafrok i powiesiła je w łazience. Następnie nałożyła płaszcz, wzięła torebkę i kask i opuściła swoją kawalerkę.
Virginia mieszkała w pobliżu Maida Vale. Właściwy adres, kiepskie mieszkanie. Kiepskie, ponieważ to nie było nawet mieszkanie: to mikroskopijnych rozmiarów kawalerka, na którą mówiono "studio", jako że agenci nieruchomości zauważyli, że "studio" brzmi bardziej romantycznie i zapraszająco niż "kawalerka", czym zresztą dokładnie było. Dobrze chociaż, że mieszkanko miało własną łazienkę.
Kiedy Virginia dwa lata temu przeprowadziła się do Londynu, zamieszkała w wynajmowanym domu razem z czterema innymi, obcymi sobie osobami. Czuła się jak w akademiku, ponieważ taki tam panował bajzel. Nienawidziła tego i wytrzymała w tym brudzie zaledwie dwa miesiące. Wtedy też postanowiła, że zamieszka sama, a to właśnie "studio" to jedyne, na co ją było stać. Wynajęcie mieszkania z osobną sypialnią z jej pensją sekretarki w ogóle nie wchodziło w rachubę.
- Pewnego dnia - powiedziała do siebie Virginia, tak jak to powtarzała codziennie, kiedy myślała o swoim życiu.
Kiedy wyszła na ulicę, gdzie zaparkowany był jej skuter, uderzył ją powiew zimnego powietrza. Uśmiechnęła się, tak jak to czyniła każdego dnia. Virginia kochała swój skuter, poczucie wolności, jakie jej dawał, i to, że mogła szybko dostać się do pracy bez konieczności tłoczenia się w metrze. To był kolejny rozsądny zakup. Uwielbiała jeździć po Londynie z wiatrem na twarzy; był to najbardziej ożywczy sposób na rozpoczęcie nowego dnia.
Uruchomiła pojazd i ruszyła naprzód cichymi, ciemnymi ulicami. Drogi były jeszcze pustawe, co oznaczało, że bardzo szybko uda jej się dotrzeć do pracy. Droga do i z pracy to dla Virginii ulubiona część dnia.
Ulica, przy której najczęściej parkowała, była o tej porze wyludniona. Zatrzymała skuter tam, gdzie zawsze, zdjęła kask, założyła kłódkę na koła i rozpoczęła czterominutowy spacer do biura.
Jej serce jak zwykle na chwilę zamarło, kiedy dojrzała budynek. Mimo że niezbyt wielki, był za to stary, okazały i majestatyczny. Virginia miała wrażenie, że jest to najpiękniejszy biurowiec w całym Londynie. W szarym świetle poranka błyszczało logo Seymour Forbes Hunt. Zatrzymała się na chwilę, tak jak to czyniła każdego ranka, i poprosiła je o możliwość awansu. Każdy, kto dostrzegłby stojącą przed logo banku elegancko wyglądającą dziewczynę, która szepcze bezgłośnie: "Proszę, dajcie mi szansę", mógłby sobie pomyśleć, że zwariowała, jednak nigdy nikt tego nie dostrzegł.
Virginia kochała SFH. Było to dla niej wymarzone miejsce pracy i mimo że nie udało jej się zdobyć upragnionego stanowiska, znajdowała się przynajmniej we właściwej firmie. Seymour Forbes Hunt był brytyjskim bankiem inwestycyjnym i jednocześnie brytyjską instytucją. Przed skończeniem uniwersytetu przeczytała wszystko, co było dostępne na temat SFH. Założono go pod koniec dziewiętnastego wieku i pozostał w prywatnych rękach, opierając się wszelkim próbom przejęcia i wejścia na giełdę. Bank prowadzony był przez około dwudziestu dyrektorów zarządzających, z których każdy był w posiadaniu pewnej jego części. Wszyscy pracujący w SFH marzyli o stanowisku dyrektora zarządzającego. Virginia marzyła jedynie, by zostać salesmanem.
Przywołała się do porządku, pchnęła ciężkie drzwi, pokazała przepustkę zmęczonemu strażnikowi i wcisnęła guzik windy. A potem zabawiła się w swoją codzienną zgadywankę: jeśli winda przyjedzie w mniej niż pięć sekund, to będzie bardzo dobry dzień; jeśli przyjedzie w mniej niż dziesięć, wtedy dzień będzie w porządku; jeśli potrwa to dłużej, dzień będzie okropny. Winda zjechała trzydzieści sekund później. Virginia wcisnęła guzik z czwórką, numerem piętra transakcyjnego, jej piętra. Wiedziała, kiedy przyglądała się innym mijanym piętrom, że właśnie tam pragnie być, tyle że na zupełnie innym stanowisku.
Dwadzieścia po szóstej siedziała już przy swoim biurku. Była jedną z pierwszych osób na całym piętrze. Lubiła tę porę. Miała wtedy okazję przestudiować to, co się dzieje na rynku, przyjrzeć się ekranom i poczuć, że jest częścią tego wszystkiego - zanim Isabelle, jej szefowa, nie przyjdzie i nie przypomni jej, że jest tylko sekretarką i nie podkopie jeszcze bardziej nadziei Virginii.

Clara Hart była spóźniona. Znowu. Zaklęła głośno, lustrując spojrzeniem otaczający ją bałagan: podłogę zaśmiecały majtki, skarpetki i podarte rajstopy. Wyciągnęła z szuflady ostatnią parę rajstop, modląc się jednocześnie, by były całe. Jej modlitwy zostały wysłuchane. Podeszła do szafy i wyjęła z niej swój ostatni czysty kostium: granatową spódnicę i żakiet w prążki. Kiedy się ubierała, nakazała sobie w myślach odszukanie kwitów z pralni. Przeczesała szczotką długie, splątane, jasne włosy i jak na komendę rozległ się dźwięk domofonu. Clara chwyciła płaszcz i torebkę i podbiegła do drzwi.
- Witam - odezwała się, wiedząc, kto to jest.
- Taksówka - odpowiedział szorstki głos. Jej karoca przybyła.
Kierowca wydał jej się znajomy; być może tysiąc razy wiózł ją do pracy albo w jakieś miejsce, nigdy nie była tego pewna. Kiedy Clara usadowiła się na tylnym siedzeniu, z torebki od Prady wyciągnęła swoją wierną kosmetyczkę i z wprawą eksperta zabrała się do robienia makijażu. Clara nigdy nie jeździła środkami komunikacji miejskiej, co zdążyła już zauważyć korporacja taksówkowa, z której usług korzystała. Kiedy skończyła się malować, wyjęła z torby portmonetkę i odliczyła pieniądze dla kierowcy, a kiedy samochód zatrzymał się przed biurem Seymour Forbes Hunt, była gotowa.
Oddalając się, mrugnęła do taksówkarza, a on się uśmiechnął. Wiedziała, że wciąż posiada swój "czar". Clara bardzo wcześnie odkryła w sobie ten "czar": jako że nie była najbystrzejszym dzieckiem na świecie, pomagał jej on radzić sobie w prywatnej szkole podstawowej, surowym liceum z internatem i w prywatnej szkole dla dziewcząt przygotowującej do życia w wielkim świecie, aż do teraz w pracy w dziale sprzedaży w SFH. Zawsze pomagał jej zdobyć to, co chciała, i pozwalał jej łamać wszelkie zasady, by to uzyskać.
To nie znaczy, że nie była olśniewająca - wszyscy uważali, że była. Miała długie blond włosy, ładne niebieskie oczy, słodkie usta i fantastyczną figurę. Poza tym Clara doskonale wiedziała, w jaki sposób najlepiej wykorzystać swój wygląd. Ubierała się zabójczo: jej spódnice zawsze były krótkie, bluzki pokazywały odrobinę dekoltu, makijaż zaś podkreślał jej mocne strony, a pomagał ukryć te gorsze. Clara była mistrzynią w jak najlepszym wykorzystywaniu tego, co otrzymała od natury, i potrafiła sprawić, by pożądał jej niemal każdy nowo poznany mężczyzna.
Kiedy czekała na windę, pomyślała o Timie. O której godzinie opuścił jej łóżko? Nie pamiętała, jak wychodził, jednak wiedziała, że kiedy zaśnie, on wymknie się do domu i do swojej żony. Wiedziała także, że będzie już w biurze, w swoim gabinecie, w nienagannym garniturze, który naszykowała mu jego nienaganna żona.
Chryste, gdybym była tak dobrze zorganizowana jako żona, byłabym znacznie lepszą kochanką, pomyślała Clara, wchodząc do windy, która miała ją zabrać na górę, by mogła rozpocząć nowy dzień pracy.