Tajemnice wielkopolskich fortyfikacji

  • 978-83-7506-076-8
  • Autor: Rola, Zygmunt
  • Dostępność: Jest
  • szt.
  • Cena katalogowa: 35,90 zł
  • Rabat: -7,54 zł (21 %)
  • 28,36 zł

Polska jest największym na świecie skansenem fortyfikacji. Wielkopolska - największym w Polsce. W tym rdzennym, najstarszym regionie kraju zachowały się umocnienia budowane przez kilka tysięcy lat, m.in. w Bruszczewie, Grzybowie, Gieczu, Gnieźnie, na Ostrowie Lednickim i w Poznaniu. W Poznaniu z okresu średniowiecza przetrwały nieliczne pozostałości murów obronnych, głównie na Starym Mieście, a także z szesnastego wieku na Ostrowie Tumskim. Ocalały również niektóre dzieła fortyfikacyjne pruskiej twierdzy, budowanej w XIX wieku.
Książką Tajemnice wielkopolskich fortyfikacji Zygmunt Rola kontynuuje cykl publikacji popularyzujących wiedzę zgromadzoną przez archeologów i historyków (podobnie jak w opublikowanych wcześniej Tajemnicach katedry gnieźnieńskiej, Tajemnicach Ostrowa Tumskiego, Tajemniczej Wielkopolsce, której był redaktorem i współautorem oraz Tajemnicach Żuławki, napisanej wspólnie z Jarosławem Rolą), przybliżając dzieje zespołów fortyfikacyjnych tego regionu. Czytelnik znajdzie tu także informacje o Wale Pomorskim oraz Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym - niemieckich liniach obronnych zbudowanych na rubieżach Wielkopolski, oraz o umocnieniach polskich powstałych przed drugą wojną światową w okolicach Kalisza, Koła, Piły, Gołańczy i Żnina.

Rok wydania: 2007
Stron: 222
Oprawa: broszura
Format: 205x205
Pakowanie: 20

Fragment tekstu:

Zdjęcia: Przemysław Rola
Zdjęcia archiwalne: "Miasto rezydencjalne Poznań i jego zarząd (administracja) w r. 1911" - publikacja w języku niemieckim; Muzeum Martyrologii Wielkopolan w Forcie VII w Poznaniu; Muzeum Uzbrojenia na Cytadeli; Muzeum Archeologiczne w Poznaniu; Kadry kroniki filmowej Armii Czerwonej, luty 1945 roku; Internet
Mapki: archiwum Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji; "Przewodnik po Wale Pomorskim" Włodzimierza Łęckiego, folder "Międzyrzecki Rejon Umocniony"
Plany dawnego Poznania:
"Źródła kartograficzne do dziejów Poznania" (m.in. ze zbiorów Biblioteki Kórnickiej PAN) - katalog wystawy w Muzeum Historii Miasta Poznania, Oddział Muzeum Narodowego, wrzesień 1978 roku
Rysunki: Wojciech Kicman ("Mały słownik dzieł fortyfikacyjnych")


Spis treści
CIEKAWOŚĆ, KTÓRA POŻERA 7
Część I
BAŚNIE, NIEBAŚNIE 26
OJCIEC I SYN 52
NIE TYLKO BISKUP LUBRAŃSKI 69

Część II
TECZKA NAPOLEONA 82
GROLMAN, BONIN I…CZERWONA KROWA 101
WTENCZAS W POZNANIU 115
WSZYSTKO KIEDYŚ SIĘ KOŃCZY 123
MAŚĆ NA ODCISKI 133

Część III
WEDLE STAWU GROBLA 142
TYSIĄCE WALECZNYCH 157

Część IV
KLUCZ DO BERLINA 174
LUDZIE I NIETOPERZE 192
STARE I NOWE 202
SZANUJMY WSPOMNIENIA 207

Słownik wyrażeń fortyfikacyjnych 217

 


CIEKAWOŚĆ, KTÓRA POŻERA
Wbrew opiniom niektórych rodziców i nauczycieli, tej ciekawości - coraz bardziej powszechnej - nie powinno się traktować lekceważąco. Nie jest "pusta". Osady obronne, grody, warownie, zamki czy ufortyfikowane twierdze zawsze rozbudzały ludzką wyobraźnię. Tajemnicze podziemne przejścia, zdradzieckie zapadnie, labirynty stworzone dla zmylenia przeciwnika przyciągały do nich zwłaszcza młodych. Chcieli, "musieli" je rozpoznawać, rozpracowywać, zaintrygowani zwłaszcza trudno dostępnymi zakamarkami. Dzieła fortyfikacyjne - jak się je nazywa - stawały się po prostu fascynujące, gdy zaczęły popadać w ruinę… No bo może w ich tajemniczych zakamarkach uda się znaleźć skarby, które przed setkami lat przemyślnie ukryli dawni mieszkańcy?
Gdzie szukać owych skarbów, jeśli nie w lochach, zapadliskach, w grubych murach, dających nadzieję na odnalezienie sprytnie zamurowanych skrytek, o których dawno zapomniano? Ciekawość, gdzie się znajdują i co zawierają, pochłania, wręcz pożera. Zaspokoić ją to powód, dla którego niejeden zdeterminowany odkrywca odwiecznych tajemnic po prostu "umiera z ciekawości", gimnastykując przy okazji umysł, ucząc się dociekliwości i ćwicząc wnikliwość obserwacji.
Niestety, z powodu owej "niezdrowej" ciekawości od niepamiętnych czasów aż po współ- czesność umierano nierzadko w sensie dosłownym. Po drugiej wojnie światowej miejscem śmierci poszukiwaczy skarbów i rozmaitych szperaczy, żądnych mocnych wrażeń, stały się nie tylko obiekty Wału Pomorskiego, Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego czy Góry Sowie…
Młodzieńcze przygody często przeradzają się w prawdziwe pasje. Doktor Olgierd, poznaniak zmarły w 2000 roku w dalekiej Kanadzie, przed drugą wojną światową jako kilkunastolatek przyjeżdżał na wakacje do Grzybowa niedaleko Wrześni. W miejscowym dworku mieszkała jego ciotka, Stefania Lutomska. To właśnie w tej wsi połknął przysłowiowego bakcyla archeologii, który tkwił w nim do końca długiego życia. Przez  kilkadziesiąt lat był jednak farmaceutą. Jego pasja, namiętność wręcz, zrodziły się właśnie z ciekawości: co też tam jest, w tych "szwedzkich okopach", jak miejscowi od niepamiętnych czasów nazywali wielkie grodzisko, znajdujące się nieopodal siedziby Lutomskich…
Zrazu z kuzynami bawił się w "potop", oczywiście szwedzki. Ale rychło, coraz bardziej podekscytowany tajemniczością wałów otaczających dawny gród, wysokich gdzieniegdzie na dziewięć metrów, postanowił sprawdzić, czy coś się tu zachowało z najdawniejszych czasów. Jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej nie tylko przeprowadził, po amatorsku, badania sondażowe, ale wszystko, co wtedy znalazł, zdążył opisać i opublikować w czasopiśmie "Z otchłani wieków". Pół wieku później przyjechał do Grzybowa z Montrealu (w Kanadzie mieszkał od lat powojennych), a potem w Poznaniu założył i wyposażył rodzinną "Fundację Brzeskich", no i właśnie w ten sposób rozpoczął się współczesny rozdział badania przeszłości grodziska w Grzybowie…
A Tomasz Kanoniczak, młody technik elektryk z Poznania? Jak do tego doszło, że pasją jego życia stała się cytadela, znajdująca się w tym mieście, największa część dawnej pruskiej twierdzy? Pasją tak silną, że poznawaniu dziejów zespołu tych umocnień fortyfikacyjnych na wzgórzu, które z czasem zostało wchłonięte przez miasto, postanowił poświęcić wiele wolnego czasu. Potem o zbudowanym tam w dziewiętnastym wieku Forcie Winiary zaczął pisać książkę, wraz z przyjacielem Arkadiuszem Bilskim, także, jak on, "przeżartym" od dawna namiętnością do starych fortyfikacji.
- Cytadela interesowała mnie od dziecka, od lat osiemdziesiątych XX wieku - wspomina Tomasz Kanoniczak. - Moja szkoła podstawowa mieściła się przy ulicy Za Cytadelą. Przychodząc na zajęcia plastyczne do Domu Kultury, zbudowanego na przedpolach dawnego bastionu*, pierwszego (bastion to potężny fort w nowożytnych fortyfikacjach, wysunięty przed mury obronne), wielokrotnie przemierzałem ten teren bezdrożami oraz powstałymi tu z czasem dróżkami. Kiedy wstąpiłem do harcerstwa, tajemnice cytadeli związały mnie z tym miejscem jeszcze mocniej. Uczestnicząc w grach, zabawach, w podchodach, trudno było nie zauważyć smętnych resztek dawnego fortu, które ocalały z powojennego okresu niszczenia wszystkiego, co niemieckie, pruskie. Na cytadelę przychodziłem z kolegami także po lekcjach, wbrew zakazowi rodziców, nie zrażając się przestrogami, że gdzieś tam, pośród gruzowisk, ale i w ocalałych, w nienajgorszym stanie, fragmentach fortu, ktoś kiedyś ponoć zaginął bez wieści, kogoś innego pobito, a jeszcze innego szperacza porwano. Owszem, baliśmy się, słuchając takich opowieści, mrówki chodziły nam po plecach, ale poznawaliśmy cytadelę konsekwentnie. Zapuszczaliśmy się w rejony coraz bardziej odległe od szkoły, marząc o znalezieniu choćby pruskiego hełmu albo lepiej karabinu. Wyobraźnia podsuwała makabryczne obrazki: szczątki żołnierzy niemieckich, leżące - być może do dzisiaj - za którymiś drzwiami, dawno zamurowanymi…
No a Przemysław Rola, którego fotografie znajdują się na kartach tej książki?
- Moje przygody z fortyfikacjami rozpoczęły się od oglądania w dzieciństwie, wspólnie z bratem Jarkiem i ojcem, serialu Czterej pancerni i pies. Gdy telewizja decyduje się na powtórkę, interesują mnie teraz pokazane tam autentyczne umocnienia fortyfikacyjne. Cennym dla mnie nabytkiem był wtedy przerysowany z oryginalnej mapy plan MRU. Pierwsze schrony widziałem "na żywo", także w dzieciństwie, w okolicach Piły. Gdy razem z ojcem podróżowaliśmy po Wielkopolsce, przygotowując materiał do tej książki, nie musiałem ich więc szukać. Kiedy w 1976 r. zamieszkaliśmy w Poznaniu, na osiedlu Wichrowe Wzgórze (wtedy nosiło nazwę Kraju Rad), z moim psem Koszmarem buszowałem w pobliskich ruinach Fortu V. Miała tamtędy przebiegać druga nitka miejskiej obwodnicy. Z planów tych zrezygnowano, Poznań utracił jednak bezpowrotnie zabytek budownictwa fortyfikacyjnego.
Wędrując później w okolicach Żywca, w Węgierskiej Górce zwiedziłem fortyfikacje polskie z 1939 r. W Bieszczadach na stokach Chryszczatej widziałem wtedy również schrony Ukraińskiej Powstańczej Armii.
Legion pasjonatów
Ilu jest w Wielkopolsce takich ludzi, jak Olgierd Brzeski, Tomasz Kanoniczak czy Przemysław Rola? Dziesiątki? A może setki? A ilu takich pasjonatów jest w Polsce? Policzyć się nie da… Dla jednych była to tylko przygoda wczesnej młodości, bo przecież penetrowanie, poznawanie zabytków fortyfikacyjnych w najbliższej okolicy akurat w tym okresie życia jest rodzajem zabawy. Potem, doroślejąc, ludzie zwykle rozbudzają w sobie inne zainteresowania. Ale są i tacy, którzy młodzieńczej pasji stają się wierni do grobowej deski. Niejedni tworzą nawet organizacje skupiające podobnych im pasjonatów. Najbardziej znane jest chyba Towarzystwo Przyjaciół Fortyfikacji.
No a ile jest w Polsce takich tajemniczych obiektów? "Dla ułatwienia", jak mawia się w podobnych sytuacjach: Polska nazywana jest… światowym skansenem fortyfikacyjnym. Tak, tak! Na terenie naszego państwa - twierdzą specjaliści, również obcokrajowcy - zachowało się bardzo wiele tego typu obiektów, budowanych przez naszych przodków: zamków, fortec i twierdz - krzyżackich, szwedzkich, francuskich, rosyjskich, pruskich, niemieckich, austriackich i radzieckich. Żaden kraj na Starym Kontynencie nie ma tak bogatego, jak my, zasobu budowli typu obronnego, zaliczanych do światowego dziedzictwa kulturowego!
Wojsko Polskie skatalogowało ich aż dziesięć tysięcy, chociaż to ponoć zaledwie połowa spośród zachowanych. Służby ochrony zabytków, stosując ostrzejsze kryteria, mają ich w swoich kartotekach około pięciu tysięcy, ale tylko niewiele ponad sto otrzymało status zabytków i właśnie tyle objęto ochroną prawną. Co z pozostałymi? Czy ich chronić nie należy? Oczywiście, i o nie trzeba dbać! Tymczasem… Nawet obiekty objęte opieką konserwatorską są nieustannie niepokojone przez "dzikich odkrywców", czego dowodów dostarczają choćby dzieła fortyfikacyjne dawnej pruskiej twierdzy Poznań, które ocalały do naszych czasów.
Ubywało ich  w ciągu wieków. Zawsze tak było. Gdy miasta dusiły się już w swoich dotychczasowych granicach, wyznaczonych obwałowaniami fortyfikacyjnymi, po prostu rozbierano obiekty, które z punktu widzenia obronności przestały być użyteczne, budując na tych miejscach osady, a z czasem osiedla mieszkaniowe.
- Ale nie zawsze, niestety, zwyciężał zdrowy rozsądek - mówi profesor Bogusław Polak z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. - Na przykład po pierwszej i drugiej wojnie światowej… Poznań powinien brać przykład z innych miast - choćby z Torunia i Kłodzka, gdzie uratowano liczne tego rodzaju obiekty, które do tych miast od lat przyciągają rzesze turystów.
W Polsce najstarsze ślady budownictwa obronnego pochodzą z czwartego, a nawet z pią- tego tysiąclecia przed naszą erą, czyli z neolitu. Rowy, palisady odkryto wprawdzie tylko na obrzeżach Wielkopolski - w Osłonkach na Kujawach. W centrum Wielkopolski dotychczas nie udało się ich odnaleźć. Ale archeolodzy twierdzą, że jest to tylko kwestia czasu, ponieważ najstarsza dzielnica Polski, wbrew pozorom, jest słabo zbadana archeologicznie, nie tylko w przeciwieństwie do wspomnianych Kujaw, ale również  Śląska czy Małopolski. A młodsze zabytki typu fortyfikacyjnego? Z epoki brązu znane są stanowiska w Bruszczewie niedaleko Śmigla koło Leszna i w słynnym Biskupinie, który znajduje się na granicy Pałuk z historyczną Wielkopolską. Zarówno w Bruszczewie, jak i w Biskupinie istniały już wtedy osady umocnione, zamknięte obwałowaniami.
W Wielkopolsce obiekty obronne budowane były w różnych czasach. Wały o konstrukcji rusztowej (drewniane bele układano rzędami, raz w poprzek, raz wzdłuż, przesypując warstwy ziemią) lub skrzyniowo-ziemnej (ta konstrukcja składała się ze skrzyń wypełnionych gliną, piaskiem lub kamieniami, obsypanych warstwą ziemi) otaczały najstarsze grody, znajdujące się niegdyś na przykład w Gieczu, Lednicy czy w Poznaniu. Za chwilę spróbujemy wyjaśnić różnicę między osadą obronną i grodem.
Najpierw spróbujmy jednak ustalić: czym - geograficznie i historycznie - jest najdawniejsza Wielkopolska, aby zakreślić ramy terytorialne naszych w tej książce opowieści.
- Ten region - mówi profesor Zofia Kurnatowska, znakomity archeolog, kierująca poznańskim Oddziałem Instytutu Archeologii i Etnologii PAN - nie wyróżnia się naturalnymi granicami. Jest otwarty ze wszystkich stron - i tak było zawsze. Jako region w dzisiejszym znaczeniu kształtowała się dopiero w czasach piastowskich, na przełomie pierwszego i drugiego tysiąclecia. Piastowie zaczęli prowadzić celową politykę osadniczą - nasycili ludnością centrum Wielkopolski, głównie ziemię gnieźnieńską, która stała się jądrem powstającego państwa. Do niego ciążyły lub zostały przyłączane tereny zamieszkałe przez sąsiadów. Punkty graniczne Wielkopolski? Były różne, w różnym czasie. Historycznie region ten sięgał od Noteci po Barycz i od Odry do Wisły, i to już właśnie w czasach piastowskich. Jeśli więc uważnie przyjrzymy się mapie, to - chociaż później granice się zmieniały - dzisiejsze województwo wielkopolskie zajmuje właściwie tereny tamtej historycznej Wielkopolski.
Oto dlaczego w tej książce zajmiemy się również umocnieniami Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego (Międzyrzecz należał niegdyś do znanego wielkopolskiego rodu Górków), osadą obronną w Biskupinie oraz Wałem Pomorskim, którego część południowa znajduje się w granicach administracyjnych współczesnej Wielkopolski.
- Pyta pan o cechy osad obronnych i grodów… Rozróżnienie jest tu trochę umowne - twierdzi profesor Zofia Kurnatowska. - Nie potrafimy, my - archeolodzy, sprecyzować, które odkryte ośrodki były jeszcze osadami obronnymi, a które już grodami, powstającymi w okresie, gdy tworzyło się państwo. Na pewno jednak te, które budowano nieco wcześniej, także miały już dość skomplikowane fortyfikacje.
Zajmuje się tą sprawą także profesor Zbigniew Pilarczyk:
- W okresie kształtowania się władzy państwowej na ziemiach prapolskich budowano grody główne, ale także prowincjonalne i strażnicze. Te ostatnie powstawały albo nad granicami, albo w miejscach szczególnie ważnych dla prawidłowego funkcjonowania organizmu państwowego, na przykład przy przeprawach przez rzeki.
Krzyżowały się tutaj - twierdzi profesor - różne nurty sztuki fortyfikacyjnej Zachodu i Wschodu.
Gall Anonim, autor najdawniejszej kroniki polskiej, żyjący na przełomie dziesiątego i jedenastego wieku, wymienia cztery grody na terenie państwa wczesnopiastowskiego: Giecz, Gniezno, Poznań i Włocławek. Włocławek umieśćmy w nawiasie, bo przecież to już Kujawy. Ale do trzech pierwszych trzeba dodać jeszcze dwa grody: Lednicę, gdzie istniał gród najmniejszy, oraz Grzybowo, gdzie był największy. Grody centralne - jak określa je profesor Zofia Kurnatowska (centralne dlatego, że skupione w centrum ówczesnego państwa gnieźnieńskiego), miały nie tylko charakter obronny. Stanowiły swoistą manifestację władzy. Piastowie, zdobywszy panowanie nad stosunkowo niewielkim terenem ziemi gnieźnieńskiej, właśnie tam zbudowali swoje główne ośrodki.
Okresem powstawania grodów centralnych zajmowali się także  inni. Profesor Jerzy Topolski, który zresztą nazywa je naczelnymi, Poznania do nich nie zalicza, chociaż potwierdza - gród ten osłaniał militarnie Gniezno, a z czasem znajdowała się tam nawet jedna z rezydencji książęcych, najczęściej odwiedzana przez panującego.
- Poznań  był rzeczywiście warownią usytuowaną poza obszarami centralnymi ówczesnego państwa - zgadza się z Jerzym Topolskim profesor Karol Olejnik, także pracownik naukowy Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. - W swojej ówczesnej strukturze obronnej były czymś w rodzaju solidnego zaplecza, zwłaszcza dla działań nad granicą zachodnią. Potem, od połowy trzynastego wieku, w okresie rozbicia dzielnicowego, gród poznański stał się podstawową warownią na wypadek ataku z zewnątrz. Oto dlaczego został tak silnie ufortyfikowany i dlaczego właśnie tutaj znajdował się bardzo silny garnizon.
- Nasycenie grodami tak niewielkiego terenu - mówi profesor Zofia Kurnatowska - było potrzebne nie tylko dla celów obronnych. Właśnie w nich skoncentrowały się najważniejsze poza militarnymi, ekonomiczne siły państwa. Tam żyła również ówczesna elita, która razem z panującą dynastią piastowską budowała państwo.
Wiemy od dawna, że nie pojawiło się ono ani dopiero w momencie przejęcia władzy przez Mieszka I, ani tym bardziej w dniu przyjęcia przez tego księcia wiary chrześcijańskiej. Ustalono przecież imiona jego przodków: Siemowita, Lestka i ojca Siemomysła. Takie są korzenie tej pierwszej polskiej dynastii.
Czy swoje korzenie mają również piastowskie grody?
- Tak! - mówi Zofia Kurnatowska. - Piastowie nie tylko skorzystali z doświadczeń wcześniejszych budowniczych grodów, ale sprowadzali specjalistów z regionów, gdzie takie ośrodki były już bardziej zaawansowane pod względem  myśli wojskowej, ufortyfikowane lepiej, nowocześniej.
Wyniki dotychczasowych badań pozwalają stwierdzić, że coraz bardziej skomplikowane systemy wałów obronnych powstały najpierw w Wielkopolsce południowej, na przykład we wspominanym Bruszczewie koło Śmigla oraz w Daleszynie niedaleko Gostynia. W różnych grodach, które na południu powstały wcześniej, odkryto na przykład konstrukcję hakową. Tworzyły ją naturalne haki z gałęzi wraz z odroślami, służące do spinania dość prostej, ale stabilnej, przemyślanej konstrukcji z bali i do ich podtrzymywania. To właśnie jeden z typowych elementów, które piastowscy budowniczowie przejęli od swoich branżowych poprzedników.
Nietrudno się domyślić, że miejsce, na którym zamierzano zbudować gród, wybierano szczególnie starannie, uwzględniając zarówno położenie geograficzne, jak i realia polityczne. To musiał być teren najlepszy z każdego punktu widzenia.
O zbudowanych w takich miejscach osadach obronnych i grodach wkrótce dowiemy się więcej. Właśnie w takich miejscach powstały w pradziejach osady w Bruszczewie i Biskupinie, a przed rokiem 950 gród w Gieczu, położony między Poznaniem i Gnieznem. W okresie powstawania państwa polskiego krzyżowały się tutaj dwa ważne szlaki komunikacyjne: ze Śląska przez Śrem do Gniezna i z Mazowsza przez Ląd do Poznania. Historycy przyjmują, że Giecz był jedną z kilku siedzib pierwszych władców Polan. Zapewne ze względu na naturalne warunki obronne kolejny gród powstał na największej wyspie Jeziora Lednickiego.
No a w Grzybowie koło Wrześni? Początki dzisiejszego grodziska przypadają na pierwsze dziesięciolecie X wieku. Archeolodzy nie mają wątpliwości, że i ten gród należał do grupy ważnych ośrodków wznoszonych przez pierwszych władców piastowskich, badania zaś przeprowadzone w ostatnim dziesięcioleciu XX wieku pozwalają stwierdzić, że został zbudowany najwcześniej. Archeolodzy nie mają również wątpliwości, że chociaż w owych czasach nie było map, to jednak twórcy państwa gnieźnieńskiego, planując sieć grodów centralnych, właśnie od lokalizacji najwcześniej zbudowanego Grzybowa uzależnili miejsca zbudowania Gniezna i Giecza. Gród w Grzybowie znajduje się bowiem - nie mógł to być przypadek - w jednakowej odległości od Gniezna i Giecza, a wraz z Ostrowem Lednickim tworzył czworobok dużych grodów w centrum ziemi gnieźnieńskiej.
Gród w Poznaniu także powstał w miejscu ważnym ze strategicznego punktu widzenia. Ostrów Tumski wyróżniał się szczególnie wysokimi wałami obronnymi. Spośród pozostałych grodów wczesnopiastowskich znajdował się najbliżej Berlina i miał bronić ośrodki państwa gnieźnieńskiego przed agresją z zachodu.
- Pierwotnie była tu wyspa między starym korytem Warty a Cybiną - mówi archeolog, profesor Hanna Kócka-Krenz, kierująca Instytutem Prahistorii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. - Natura wyposażyła to miejsce w warunki obronne - wyspa znajdowała się w miejscu najbardziej dogodnej przeprawy przez dolinę Warty. Piaszczystą łachę z czasem sztucznie powiększano, łącząc z sąsiednimi. Własnie w  taki sposób powstał Ostrów Tumski…
- Zaczęło się jednak, mówią niektórzy, niedaleko stąd, na terenie dzisiejszej Śródki, gdzie zbudowano gródek strażniczy, a także na Wzgórzu Przemysła na lewym brzegu Warty, bo i tam powstał podobny gródek - twierdzi profesor Zbigniew Pilarczyk z Zakładu Historii Wojskowości UAM. - Tu właśnie rozpoczyna się historia poznańskich fortyfikacji. Dopiero później powstał gród na Ostrowie Tumskim, który funkcjonował przez całe średniowiecze, praktycznie do momentu lokacji miasta w połowie XIII wieku. Pierwsze fortyfikacje, drewniano-ziemne (wały z palisadą), zaczęto w nim wznosić właśnie tuż po połowie XIII wieku. Z czasem wokół nowego miasta zbudowano mury miejskie (z wykuszami), które istniały właściwie do końca I Rzeczypospolitej. Pierwsze fortyfikacje - w dzisiejszym rozumieniu tego pojęcia - pojawiły się w Poznaniu w połowie XVII wieku. Potem, w wieku XIX, Prusacy zbudowali tutaj swoją twierdzę.
Gonitwa gonionych z goniącymi
- Historia fortyfikacji to ciągła gonitwa gonionych (obrońców) z goniącymi - mówi obrazowo profesor Zbigniew Pilarczyk. - O rozwoju tych umocnień decydują postępy w produkowaniu nowych rodzajów broni, z czasem przede wszystkim broni palnej.
Znajdziemy w tej książce liczne dowody potwierdzające ową prawidłowość.
Tutaj niezbędna dygresja. Jaki wpływ miał metal na rozwój broni? Czy bez niego byłby możliwy postęp w tej dziedzinie? Odkrycie brązu - to opinia doktora Janusza Czebreszuka - zrewolucjonizowało technologię wytwarzania broni, czyli również armię, siłę militarną. To była wielka zmiana! Wcześniej metal - złoto, miedź - sprawował funkcje religijne, światopoglądowe, a produkowane z niego przedmioty miały niewielką użyteczność praktyczną. Właśnie dopiero z brązu można było wytwarzać narzędzia, najpierw broń. Ale wywarło to również wpływ na zmiany w technice budowania osad obronnych. Zatem brąz nie tylko zrewolucjonizował produkcję broni...
Przebiegnijmy teraz szybko dzieje, od czasów najdawniejszych do współczesności. Czy gdyby nie rozwój technologii wytwarzania metalu  można by wyprodukować samolot i czołg, zasieki z drutu kolczastego przeciwko piechocie i pola minowe, wyrzutnie granatów i miotacze ognia, zbrojone "zęby pytona" i wbite sztorcem w ziemię szyny, mogące powstrzymać czołgi? To przecież także przejawy owej "gonitwy goniących z goniącymi".
"Szkoły fortyfikacyjne" musiały się zmieniać - ten proces będziemy obserwowali w kolejnych rozdziałach - choćby w średniowieczu, gdy pojawiła się artyleria, na tyle silna, że można było zburzyć tradycyjne mury obronne. Wtedy trzeba było pomyśleć, co zrobić z wysokimi wieżami, aby oparły się "goniącym": postanowiono budować wieże niższe, ponieważ starsze, wysokie, w związku z rozwojem broni artyleryjskiej, stawały się łatwym łupem oblegających. Najpierw powstawały więc baszty armatnie, potem basteje*; rozwinięciem bastei stały się z kolei bastiony, potężne budowle ziemne lub murowane, wysunięte przed mury obronne. Miast nie broniły już wąskie mury i ciasne baszty. Basteje były szerokie, obszerne, musiały bowiem pomieścić stanowiska dla artylerii, która równie silnym ogniem mogłaby odpowiedzieć przeciwnikowi. Z czasem urządzenia fortyfikacyjne rozrastały się. Pojawiły się systemy poligonalne, ponieważ kolejną konsekwencją rozwoju broni była potrzeba oderwania się od pierścienia murów i wyjścia na przedpole, aby już tam można było zatrzymać przeciwnika. Zaczęto więc tworzyć fortyfikacyjne dzieła zewnętrzne, zrazu pojedyncze, małe, na przykład raweliny - okopy na zewnątrz fortyfikacji, wreszcie rozproszone twierdze fortowe, czyli twierdze otoczone pierścieniem fortów oddalonych od niej o kilka kilometrów.
- Również w Poznaniu powstał pierścień małych fortów zewnętrznych - kontynuuje profesor Zbigniew Pilarczyk - które zostały znakomicie wyposażone (w energię, w stałe załogi), ale działających wspólnie. Gdy pojawił się zaś gwint (ślimakowy rowek wewnątrz lufy, nadający pociskowi ruch obrotowy, umożliwiający osiąganie większej celności i zwiększanie zasięgu ostrzału, który w przypadku dział wzrósł z około dwóch kilometrów w 1840 roku do dziewięciu  w 1870 roku) oraz gdy opracowano sposób chemicznej obróbki prochu, w konsekwencji czego powstała lepsza amunicja, wtedy - w drugiej połowie XIX wieku - Prusacy zaczęli rozbierać obiekty fortyfikacyjne, które sami zbudowali niespełna pół wieku wcześniej, i tworzyć nowocześniejsze (tak było w Poznaniu). Zmiany te wymusiła właśnie modernizacja uzbrojenia i związane z tym nowe wymagania pola walki. Oczywiście, razem z postępem w tym zakresie zmieniały się także wojskowe doktryny.
Tę prawidłowość obserwuje się "od początku świata". Bardzo ważnym elementem strategii budowy umocnień było poszukiwanie przez ludzi miejsc bardziej bezpiecznych, wygodniejszych niż zajmowane dotychczas. Dlatego z czasem porzucono jaskinie, osiedlając się na terenach bagiennych i wyspach. Potem zaczęto budować osady obronne.
A jednak mimo ogromnych zmian, które przez tysiąclecia dokonywały się zarówno w technologii produkcji broni, jak i w budownictwie obronnym, istnieje w tym zakresie tzw. wspólny mianownik. Trzeba w nim umieścić kilka elementów, które niczym leitmotiv będą często powracały w tej książce. Przede wszystkim… ziemię, po prostu, jako materiał budowlany.
- Okazuje się, że nie ma nic lepszego, jak warstwa ziemi - mówi profesor Zbigniew Pilarczyk. - No, jest (profesor się poprawia): żelbeton. Ale… Gdyby zbudowanego z niego schronu nie przykryto odpowiednio grubą warstwą ziemi, która wchłania i amortyzuje uderzenia pocisków, cóż wart byłby taki schron? Potem jednak skonstruowano pociski kumulacyjne, które żelbeton przebijają i rozrywają, mimo iż chroni go nawet gruba warstwa ziemi. Wspólnym mianownikiem obiektów fortyfikacyjnych od najdawniejszych czasów jest - obok ziemi - także ściana (również tę prawidłowość będziemy tu często obserwowali): mur wczesnośredniowiecznego grodu, średniowiecznego miasta czy zamczyska, wał nowożytnej twierdzy, rów łączący różne obiekty w dziewiętnastowiecznych fortyfikacjach. W tym "wspólnym mianowniku" trzeba jeszcze umieścić instytucję państwa. W odniesieniu do czasów najdawniejszych nawet instytucja plemienna (należy to traktować umownie), broniąc swego terytorium, wybierała przecież miejsca niekoniecznie takie, które sama natura wyposażyła w warunki obronne. Już wtedy wyczuwano także nacisk warunków politycznych: konieczność obrony przed sąsiadami, potrzebę ekspansji.
Z pewnością teraz łatwo już będzie odpowiedzieć na pytanie, czym jest fortyfikacja? Zapamiętajmy więc: jest to umiejętność, sztuka nawet, przystosowania terenu do walki z przeciwnikiem - owym "goniącym" - za pomocą umocnień. Ale fortyfikacja to również dział inżynierii wojskowej, zajmujący się opracowywaniem konstrukcji owych niezbędnych umocnień i przystosowaniem ich do działań bojowych.
Czy fortyfikacje powstają także dzisiaj?
- Myśl fortyfikacyjna nie umarła - twierdzi profesor Zbigniew Pilarczyk. - To nie są tylko wspomnienia o niegdysiejszych potężnych umocnieniach. Minęły już jednak czasy takich spektakularnych działań, jak budowanie potężnych twierdz. Nie stosuje się też ujęć liniowych, takich jak Linia Maginota, Linia Zygfryda czy Wał Pomorski. Dzisiejsze fortyfikacje służą raczej ośrodkom dowodzenia; dlatego są ukryte, zabezpieczone, podobnie jak na przykład stanowiska rakietowe. Rozwój fortyfikacji może pójść w kierunku umocnień typu polowego.
Legendy i… plotki
Co dzisiaj ludzie wiedzą o dawnych dziełach fortyfikacyjnych? Swój najlepszy czas pruska twierdza Poznań przeżywała przecież dawno, w końcu dziewiętnastego wieku. Pozostało po niej stosunkowo niewiele. Trudno się więc dziwić zaskoczeniu zwykłego zjadacza chleba, gdy czasem stanie oko w oko z pozostałością fortu zbudowanego na wzgórzu winiarskim czy przy którymś późniejszym, z drugiej połowy XIX wieku. Zastanawia się więc często: co to może być, u licha?!
Z czym na przykład kojarzy się choćby współczesna cytadela?
Tomasz Kanoniczak wspomina: na ten temat wśród zwiedzających i spacerowiczów przeprowadzono kiedyś sondę. Wyniki były szokujące. Ankieterzy usłyszeli między innymi, że zbudowali ją Niemcy… w dwa lata, w okresie drugiej wojny światowej… 
 Tylko najstarsi poznaniacy pamiętają, że w miejscu, gdzie dzisiaj wznosi się Dom Żołnierza, jeszcze w 1938 roku znajdował się teren wojskowy, a jeszcze po drugiej wojnie światowej uchowało się tu kilka stajen wojskowych z okresu zaborów - wspomina profesor Zbigniew Zakrzewski. Ilu mieszkańców tego miasta wie, że hotel "Poznań" powstał na miejscu Fortu Grolman i że tu, gdzie jest ulica Karmelicka, stał Fort Brünnecka? Kto pamięta, że ulica Królowej Jadwigi znajduje się na zewnętrznym obwodzie byłych pruskich fortyfikacji, przy ulicy Niezłomnych zaś jeszcze w dziewiętnastym wieku stała Brama Rycerska, zbudowana w 1881 roku, najpóźniej ze wszystkich bram pruskich fortyfikacji?
A co poznaniacy wiedzą o wcześniejszych umocnieniach miejskich? Na przykład o tym, że także w Poznaniu istniał barbakan, "rondel", jak się czasem nazywa podobny do murowanej baszty element średniowiecznych fortyfikacji wysunięty przed linię murów obronnych i połączony z bramą mostem lub osłoniętym przejściem, broniący nieprzyjacielowi dostępu do murów miejskich? Jego relikty archeolodzy odsłonili w latach 1978-1981, prowadząc wykopaliska w sąsiedztwie dawnej Bramy Wronieckiej. Wreszcie - kto jeszcze pamięta, że plac Adama Mickiewicza, znajdujący się przecież w samym centrum miasta, powstał dopiero na początku dwudziestego wieku, gdy pruskie władze rozebrały zbudowane tam wcześniej własne fortyfikacje?
O czasach znacznie wcześniejszych przypomina ulica Murna. To między innymi tędy przebiegał w średniowieczu mur obronny. Pobliska ulica Ludgardy kryje - przypomina wspomniany już profesor Zbigniew Zakrzewski - pozostałości muru podwójnego z tych bardzo odległych czasów, gdy Poznań był otoczony właśnie dwoma ich liniami, z których najlepiej zachowany jest zewnętrzny, zbudowany na przełomie czternastego i piętnastego wieku, wciąż jeszcze we fragmentach istniejący przy zamku Przemysła.
W takich miejscach lubimy snuć domysły: a może gdzieś tu znajdowało się tajemnicze przejście, prowadzące z tego zamku na zewnątrz grodu? Może forty, zbudowane w XIX wieku, otaczające ówczesną twierdzę Poznań, zostały połączone podziemnymi korytarzami?
- Mówiło się o tym zawsze - przypomina Maciej Tabaczyński, z zawodu technik chemik, wiceprezes poznańskiego Oddziału Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji. Również pan Maciej, który od lat należy do owego "legionu pasjonatów", od kilkudziesięciu lat poświęca swój wolny czas na poznawanie dawnych fortyfikacji, gromadzi książki na ten temat oraz ciekawe dokumenty, na przykład stare plany miasta, a zwłaszcza plany budowy i rozbudowy twierdzy Poznań.
- Pewnym uprawdopodobnieniem tych legend było tworzenie przez Niemców już od grudnia 1944 roku i w okresie walk o Poznań w lutym następnego roku sieci podziemnych przejść z piwnicy do piwnicy, po przebiciu ścian sąsiednich kamienic. W czasie drugiej wojny światowej w zasadzie wszystkie budynki miały w tym mieście piwnice przygotowane do pełnienia funkcji schronów przeciwlotniczych…
 Wieloma nie wyjaśnionymi zagadkami dotyczącymi poznańskich i wielkopolskich fortyfikacji będziemy zajmowali się w kolejnych opowieściach. Niejedną tajemnicą owiane są grody zbudowane w okresie wczesnopiastowskim. No bo dlaczego Mieszko II, który na swoją siedzibę obrał gród w Gieczu, nie dokończył tam budowy palatium, poprzestając na zbudowaniu jego fundamentów? Jak w XIII wieku wyglądał zamek Przemysła II? Dlaczego w XVI wieku, gdy Poznań był już miastem dobrze ufortyfikowanym, ówczesny biskup Jan Lubrański nakazał otoczyć murem obronnym Ostrów Tumski? Gdzie wmurowano akt erekcyjny Fortu Winiary i dlaczego, w związku z przenoszeniem na inne tereny wsi Winiary i Bonin ze wzgórza zwanego teraz cytadelą, pewien ówczesny przedsiębiorca posłał skargę do króla pruskiego? Dlaczego w kazamatach Fortu Winiary osadzono hrabiego Tytusa Działyńskiego? Zamki, murowane z kamienia i cegły, powstały choćby w Gosławicach, Koźminie, Sierakowie czy w Szamotułach. W kolejnych rozdziałach będziemy rozmawiali więc często także o dziewiętnastowiecznej pruskiej twierdzy Poznań, o dwudziestowiecznych fortyfikacjach rozproszonych, zbudowanych przez Wojsko Polskie w przededniu wybuchu drugiej wojny światowej w okolicach Kalisza, Koła, Żnina czy Gołańczy. Dowiemy się o niemieckiej "pozycji Piła".
A jak to się stało, że skauci - przecież to ludzie bardzo  młodzi - w 1918 roku potrafili opanować  jeden z poznańskich fortów? Do czego, oprócz nadawania programów, służyła radiostacja poznańska przed wybuchem drugiej wojny światowej? Czy Marian Szlegel, więzień Fortu VII w okresie okupacji hitlerowskiej, jako jedyny zdołał uciec z tego piekła, jak utrzymywał po drugiej wojnie światowej? A może został stamtąd wywieziony... przez Niemców? Ile prawdy jest w opowieściach o cytadelowcach - cywilnych mieszkańcach Poznania, którzy rzekomo kolaborowali z Rosjanami, pomagając im w rozstrzeliwaniu rannych żołnierzy niemieckich, których po zdobyciu Fortu Winiary zastały tam oddziały Armii Czerwonej?
Kto w latach okupacji hitlerowskiej ukrył w poznańskim zamku cesarskim, przebudowanym wtedy na rezydencję dla Adolfa Hitlera, głośnik radiowy, części gramofonu i pokrowiec aparatu fotograficznego? Owinięte w niemieckie gazety z datą 9 czerwca 1940 roku, znalezione zostały w 2003 roku w podwieszonym suficie pokoju 205. Groziła za to kara śmierci. Czy był to Stanisław Marszałkowski, który pracował tam jako elektryk i konserwator? To on przygotowywał dla Marianny Kaniewskiej, swojej siostry z Armii Krajowej, kopie dokumentów (między innymi informacje o firmach, które pracowały dla Niemców) przekazywanych przez nią via Szwecja do Londynu…
Niejedną tajemnicę wciąż kryją umocnienia Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego, Kaliskiej Linii Maginota, Wału Pomorskiego czy "twierdzy" Piła. Ciekawe też, co o pozostałościach dzieł fortyfikacyjnych w Wielkopolsce powiedziałyby… nietoperze, gdyby potrafiły porozumiewać się nie tylko we własnym gronie, ale również z ludźmi?

 


Część I
BAŚNIE,  NIEBAŚNIE
Najstarsza osada, najstarsza fosa Bruszczewo: 1950-1600 r. p.n.e.

Archeolodzy nie mają wątpliwości: osada obronna, odkryta w pobliżu wsi Bruszczewo koło Śmigla w dawnym województwie leszczyńskim, jest z pewnością najstarszym zabytkiem rodzącej się dopiero sztuki fortyfikacyjnej w Wielkopolsce, a przy tym ważnym etapem jej rozwoju. Urządzenia obronne, które tutaj znaleziono, pochodzą z lat 1950-1600 przed naszą erą. Najstarsze elementy konstrukcyjne najstarszej wielkopolskiej fortyfikacji powstały zaś w Bruszczewie w 1888 roku przed naszą erą…
Skąd taka dokładność datowania? Doktor Janusz Czebreszuk z Instytutu Prahistorii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, kierujący w latach dziewięćdziesiątych XX wieku pracami archeologicznymi prowadzonymi na terenie tej osady, odpowiada: wielokrotnie przeprowadzono dokładne badania analityczne metodą dendrochronologiczną. Badanie to opiera się na sekwencji słojów  drewna dębowego, czyli ich corocznych przyrostów; w owej sekwencji układa się coraz starsze pnie tych drzew od momentu pojawienia się ich po ostatnim zlodowaceniu. Analizy dendrochronologiczne, które cechuje duża dokładność, uzupełniane są wynikami badań radiowęglowych, do których wykorzystuje się rozpad węgla radioaktywnego C-14.
Czy jednak już w konstrukcji urządzeń obronnych Bruszczewa pojawiły się owe "wspólne mianowniki", wykorzystwywane do naszych czasów przez twórców fortyfikacji? W okresie brązu (od około 2200-1700 do 800-700 przed naszą erą), czyli przed czterema tysiącami lat, ta najstarsza z dotychczas odkrytych w Wielkopolsce osada obronna o powierzchni hektara była wyspą otoczoną systemem często naprawianych palisad oraz rodzajem dranic wykonanych z połówek pni dębowych, przeciętych wzdłuż i wkopanych jedna obok drugiej na linii okręgu o prawie stumetrowej średnicy. To właśnie była ściana, w owym czasie stanowiąca istotną przeszkodę w zdobyciu osady przez napastników. Wewnątrz niej znaleziono między innymi pozostałości jam zasobowych ("spiżarni") i - co stało się rewelacją w skali międzynarodowej - warsztat metalurga, najstarszy ze znanych w Europie Środkowej. Okazało się, że mieszkający na wyspie ludzie dobrze opanowali umiejętności wytapiania metali. Co ważne, w owym okresie wyroby metalowe (z miedzi; brąz wykorzystywano wtedy jeszcze niezbyt często) gdzie indziej nie były wytwarzane na tak masową skalę ani zbyt często importowane.
Niwelowanie terenu, związane z uprawą roli od czasów średniowiecznych, doprowadziło jednak i tam do nieodwracalnych zniszczeń reliktów osady. Chociaż w toku prac wykopaliskowych, prowadzonych do lat sześćdziesiątych XX wieku, znaleziono wiele przedmiotów wytworzonych w warsztacie owego metalurga oraz naczynia i narzędzia rogowe (w sumie więcej tego rodzaju zabytków z owego okresu, niż na terenie całej Wielkopolski), to archeolodzy - zdaniem doktora Janusza Czebreszuka - nie są w stanie dokładnie zrekonstruować zabudowy osady. Przypuszcza się jedynie, że jej część mogła powstać na palach, od strony jeziora. Na szczycie zaś znajdowała się jakaś tajemnicza budowla, która mogła być albo użytkowana przez miejscową elitę, albo przeznaczona do celów kultowych.
Pierwszy etap badań archeologicznych w Bruszczewie - w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku - prowadzono pod kierunkiem Zbigniewa Pieczyńskiego, pracownika naukowego Muzeum Archeologicznego w Poznaniu, przy współpracy kolegów z uniwersytetów w Berlinie, a później w Bambergu. Pod kierunkiem Janusza Czebreszuka zbadano potem fosę, szeroką na dwadzieścia metrów i na cztery metry głęboką, znaleziono kolejny odcinek palisady, a także pozostałości drewnianych podłóg oraz słupy, na których, jak się przypuszcza, w okresie wczesnego brązu zbudowano wspomniane pomosty.
W sezonie 1999 roku uzyskano znacznie więcej informacji, niż wcześniej, o ówczesnych urządzeniach obronnych oraz o sposobach ich konstruowania. W pobliskich łęgach Małych znaleziono też tzw. groby książęce, w których pochowano wojowników wyposażonych na drogę w zaświaty w używane przez nich za życia miecze, sztylety i czekany. Brąz w Bruszczewie był już stosowany dość często, a wyposażenie przynajmniej niektórych mieszkańców osady w taką broń - wtedy z pewnością najbardziej nowoczesną - musiało mieć związek z powstaniem przynajmniej namiastki armii. Zapowiadała ona tworzenie się struktur poprzedzających powstanie organizacji państwowej, zgodnie z odwieczną zasadą, że ten, kto ma armię, ma władzę.